Złoty smok

Złoty smok

Dziewczynka biegła przed siebie. Oddychała ciężko, łapczywie łapała chłodne powietrze. Po jej twarzy spływały łzy. Serce mocno kołatało w jej piersi. Klatka wciąż paliła bólem na skutek usłyszanych, nie pierwszy już raz w ostatnim czasie, okrutnych słów. Wilgotne trawy kładły się pod jej stawianymi pospiesznie krokami. Wiatr smagał jej twarz, targał włosy. Przestrzeń wokół wydawała się jak pozostawiany za plecami świat, mroczna i złowroga.

Wreszcie dobiegła do miejsca, w którym chroniła się przed bólem od zawsze. Schyliła się w stronę ziemi, składając ku jej potędze mimowolny ukłon. Złapała się za boki. Próbowała uspokoić oddech. Stopniowo wdech po wdechu stawał się coraz bardziej miarowy. Po chwili się podniosła. Rozejrzała się po tak bliskiej sercu przestrzeni. Rozłożyste łąki sięgały horyzontu. Ten ciemny i skąpany w mroku, zdawał się w tym momencie tak nieprzychylny. Posuwając z wolna krok za krokiem, podeszła do podnóża góry, która trwała w tym miejscu od zawsze. Uniosła wzrok i spojrzała w kierunku widocznej wysoko ogromnej szczeliny. Tak bliskiej a tak odległej.

Wielokrotnie wcześniej przypatrywała się grocie, która tak przecież niedostępna a jakby czekała na nią od zawsze. Jakby była jej drzwiami, ucieczką. Na wyciągnięcie ręki, a jednak wciąż tak niemożliwą do zdobycia. Jej jedyna brama do innego świata. Podeszła do chłodnej skały. Dotknęła drżącą dłonią jej wilgotnej powierzchni. Choć ta zdawała się całkiem gładka, dziewczynka próbowała odnaleźć w niej ślady szorstkości. W tym momencie właśnie, jak nigdy, próbowała się szorstkości złapać. Wsadziła dłonie w niewielkie szczeliny. Siłą swoich dziecięcych rąk uniosła ciało ku górze, próbowała znaleźć dla stóp oparcie. Tak chciała móc się wspiąć, dotrzeć do miejsca, którego nie znała, ale którego widok wabił ją tak bardzo. Ukryć się, znaleźć swój azyl i nigdy więcej do świata, tak jej nieprzychylnego, nie powrócić.

Uwolnić się od tego człowieka. Od jego chłodu, gniewu, od jego okrutnych słów. Uwolnić się od mrocznej wiedźmy, która miała go pod swoim urokiem. Uwolnić się od nich na zawsze. Stopy dziewczynki ślizgały się jednak na zbyt wilgotnej powierzchni. Jej dłonie nie znajdywały punktów zaczepienia w skały szorstkości. Mimo to próbowała wspinać się ku swej bramie. Raz, drugi i kolejny. Aż wreszcie jej ciało ulegało sile grawitacji i upadło na trawy bezradnie. Usiadła u podnóża góry. Skuliła się i zaczęła szlochać. Usłyszane okrutne słowa znów tak głośno dźwięczały jej w głowie. Czuła się niepotrzebna, tak do tego świata nieprzynależna. Tak nieprzynależna do świata, który miał stać się jej azylem. Mroczne myśli zaczęły zagęszczać się w jej głowie i napierać na dziecko wzmożonym atakiem. Nim jednak jej umysł wypełniła tylko ciemność, nieznany dźwięk wypełnił przestrzeń powyżej.

Powietrze przeszyte zostało jakby nagłym cięciem ostrza. Trawy zaszumiały trwożnie a blask, który przysłonił niebo, poraził dziecko po oczach. Dziewczynka przetarła je, wytężyła wzrok, czujnie lustrowała okolicę. Niespodziewany dym uniósł się dookoła, a może były to nagła mgła. W ułamku kolejnej sekundy spomiędzy parującej kurtyny zaczął wyłaniać się cień. Tak ogromny, że przykrył swym cieniem górującą nad łąką górę. Przynajmniej tak się dziecku zdawało. Nie bała się go jednak wcale. Z wolna uniosła się ku górze. Spojrzała w twarz strachu, w oczekiwaniu co nastąpi.

  • Dziecino. - Smok odezwał się. Jego głos był niski, spokojny i pełen dostojeństwa, które sprawia, że na sam tylko dźwięk stajesz się potęgą onieśmielony.
  • Dziecino moja. - Zbliżył swe oblicze blisko twarzy dziecka i spojrzał w ufne oczy. Świdrował je, przeszywał, zupełnie jakby czytał na wylot wszystko, co wzrok ludzki pomieści. Wreszcie po chwili przemówił ponownie.
  • Wiedz, że różne smoki, wiedźmy, wróże i magowie chodzą po tym globie. Takie całkiem bliskie ziemi, takie bagienne, leśne, cmentarne, podwórkowe, również takie, które mienią się pełnią blasku. Świat pełen jest niezwykłości. - Smok zamyślił się. Ale również zwyczajności, która magię udaje, w magię tylko się stroi. Wyprostował się. Jego postać zdawała się dziecku tak ogromna, na tle bezbronnego wobec jego ogromu horyzontu. Słowa, które wypowiedział, kierował teraz jakby ku horyzontowi właśnie.
  • Ale czasami się tylko wydaje. - Westchnął. - Niektórym się tylko wydaje, niektórzy tylko chcieliby magicznymi być. A tymczasem stają się swoim własnym przewidzeniem, swoim własnym mrokiem, który ich i innych pożera. Ich wewnętrzny drapieżnik. Demon, wróż czy mag. Ich wewnętrzny wróg. A może właśnie smok.

Zwrócił wzrok ponownie w kierunku dziecka, które słuchało go jak zaczarowane.

  • I tacy niestety są groźni. Bo niosą smutek i zniszczenie. Podcinają innym skrzydła, często zieją jadem. Bo niesie ich własna złość i strach. Bo czyż, potwór z bagien nie chciałby stać się pięknym smokiem. Czyż brzydka wiedźma nie chciałaby się stać piękną mistyczką. I kiedy tacy napotkają prawdziwą magię na swojej drodze, tej magii się boją. Ta magia ich trwoży, onieśmiela. Tej magii chcą sprawić ból, bo jak inaczej mogą spojrzeć magii w oczy. Niż tylko chcieć ściągnąć ją do swojego poziomu. Smok zamilkł na moment. - Po prostu nie umieją inaczej, a może z własnego mroku nie chcą się wyzwolić. Ale ty. - Powędrował pazurem ku twarzy dziewczynki, dotknął jej podbródka delikatnie. Ale ty moja dziecino, nie smuć się już. Więcej się nie bój. Pamiętaj. To nie człowiek wybiera czy jest smokiem. Człowiek nie ma takiej mocy. To smok musi wybrać człowieka. Tylko tak to się odbywa. To smok musi cię po twoim wewnętrznym blasku odnaleźć...

A ja wiem o tobie od zawsze. Bo ja jestem tobą a ty jesteś mną. Nawet o tym nie wiesz. Ale tylko prawdziwy wojownik może dostąpić zaszczytu obecności smoka. Może dotknąć go, z nim się zespolić. Tylko prawdziwe światło, żywy ogień duszy, potrafi smoka ujarzmić, smoka odnaleźć i przez smoka być odnalezionym. I takie światło raz odnalezione staje się niezniszczalne. Zostaje z tobą na zawsze. Dziewczynka milczała i patrzyła na smoka jak zahipnotyzowana. Tak bardzo pragnęła jego obecności. Nie bała się go wcale. Wiedziała, że jest dobry. Czuła, że to jego wypatrywała od zawsze. Po chwili podeszła blisko. Uniosła dłoń ku górze, a smok odchylił przed nią swe skrzydła. W chwili, w której położyła rękę na wysokości smoka serca, poczuła, że bije ono jej własnego serca rytmem. Smok otulił ją i przygarnął bliżej ku sobie. Szeptem swego majestatycznego głosu powiedział.

  • A teraz leć. Opuść to miejsce. Opuść ten padół i wznieś się do światła. Tych skrzydeł już nikt ci nie podetnie. Nikt ci ich nie spali, bo twoje skrzydła są ze smoczego ognia zrodzone. Bo ty właśnie jesteś moim smokiem. A ja jestem twój, jestem jednym z tobą. Dziewczynka przymknęła oczy, poczuła jak w jej krwiobiegu, wędruje smoka ogień.

Po chwili, gdy je otworzyła stała już w grocie. Patrzyła na świat z wysokości. Przed nią rozpościerał się widok na osadę, która do niedawna była jej domem. Choć od miejscowości dzielił ją szmat drogi, widziała wszystko bardzo wyraźnie. Zupełnie, jakby jej spojrzenie zyskało wymiar całkiem nieludzki. Drzwi budynku, który pospiesznie opuściła, były otwarte. Przypatrzyła się im wyraźnie. Po chwili go dostrzegła. Stał tam zupełnie zwyczajny. Kruchy jakby i połamany. A może to ona dostrzegła dopiero jakim słabym był człowiekiem. Ukrywającym się za tarczą zbudowaną z agresji i jadowitych słów. Uśmiechnęła się do tego widoku. Już się nie bała. Nie czuła żalu, z żalu się wyswobodziła. Nie zależała od niego. Poczuła się tak wolna, wyswobodzona z uwięzi. Wreszcie gotowa by samodzielnie szybować.

  • Bądź szczęśliwy, wyszeptała. Uśmiechając się do wspomnienia tak już odległego. Spojrzała na swoją skórę, która zaczęła się mienić złotem. Była wolna, była dziewczynką, wojowniczką, była smokiem.

Jednorożec, który towarzyszył jej od dziecka, wyszedł z cienia. Podszedł blisko i spojrzał w dziecka smocze oczy.

  • Już nigdy nie zwątp. We mnie, w siebie, w smoka. Nigdy nie zwątp w magię. Bo magią jesteś Ty. A teraz idź. - Wskazał na tunel wewnątrz pięknej groty.
  • Idź i nigdy się za siebie nie oglądaj. A ja jak zawsze będę szedł krok za twoim krokiem.

Dziewczynka uśmiechnęła się do swojego przyjaciela. Odwróciła się od przeszłości i powędrowała wgłąb groty, którą wypełniał świetlisty blask.

Pozostawiła za sobą wszystkie smutki, lęki, doświadczone krzywdy, bagienne jaszczury, sczerstwiałe demony i złe wiedźmy. Powędrowała w kierunku światła, nowego świata, w którym czekał na nią jej świetlisty towarzysz - złoty smok.

Newsletter

Bądź na bieżąco
– Zapisz się na Newsletter!

FacebookInstagram
© 2020 Magdalena Ojrzyńska. Wszelkie prawa zastrzeżone.