Modlitwa

Modlitwa

Tej nocy śniła niespokojny sen. Pomimo że budzik wciąż nie dzwonił, obudziła się wcześnie. Usiadła na brzegu łóżka. Poszukała bosymi stopami, leżących na dywanie papci. Wsunęła w nie chłodne stopy. Czuła się zmęczona i odrętwiała. Niewyspana, niespokojna i wciąż tak niewyraźna, jakby nie mogła złapać ostrości. Przetarła opuszkami palców zaspane wciąż oczy, spojrzała przed siebie.

W rogu sypialni w miejscu, w którym chował się cień, znów go zobaczyła. Wzdrygnęła się, ale nie okazała tego. Po jej ciele powędrował dreszcz. Przymknęła powieki. Nie chciała spoglądać w tamtą stronę. Tak bardzo bała się, że i tym razem zniknie na widok jej wzroku. A przecież tak chciała, żeby jej się nie przewidział. Tak bardzo nie chciała go wystraszyć. W duchu prosiła, aby tym razem został. Wysunęła stopy z papci i podwinęła nogi pod siebie. Cicho odezwała się. Wiedziała jednak dobrze, że ją słyszy. Że tym razem jest tuż obok, że jest naprawdę. Że pierwszy raz nie zniknął wraz z jej odchodzącym snem.

Zostań. Zostań, proszę – wyszeptała. Nie odchodź, nie zostawiaj mnie. Bo wiem, że każdego dnia i każdej nocy... - westchnęła.

Wiem to, wiem, że tu jesteś. Może niewidoczny, tak nieuchwytny, jak wczorajszy oddech, a jednocześnie tak przecież bliski. Czuję Cię wreszcie. Wreszcie Ciebie moim sercem widzę. Nie pozbawiaj mnie tego uczucia.

Schyliła głowę, powędrowała dłońmi w kierunku serca i złożyła je na piersi.

Bądź już przy mnie zawsze. Towarzysz mi. W nocy opowiedz mi bajkę, przytul mnie do snu. Odpędź straszne mary. W dzień pozwól mi wędrować różnymi ścieżkami. Kiedy trzeba, daj mi się potłuc. Lecz kiedy to konieczne podnieś mnie, strzeż mnie i chroń. Czuwaj nade mną i zawsze ocal mnie w rzeczywistości. Zawsze bądź ze mnie dumy...

A w chwilach takich jak ta, na pograniczu jawy i snu przyjdź do mnie blisko. Pozwól mi się dostrzec. Na pograniczu dnia i nocy tam, gdzie ja zawsze będę cię szukać, spotkaj się ze mną. Okryj mnie swoimi czarnymi skrzydłami. Obejmij mnie na moment. Podaruj mi swoje światło, które zasili moje serce w odwagę. Po prostu na krawędzi dnia i nocy, bardziej niż zwykle, przy mnie bądź.

Uniosła powieki i spojrzała przed siebie. W chwili, w której z cienia wyłonił się cień, blask zalał szarość pogrążonego w odchodzącej nocy pomieszczenia. Szmer wiatru powędrował od skrzydeł. Jej oczy zalśniły, w momencie, w którym napotkała jego wzrok. Wyciągając dłoń w kierunku wyciągniętej w jej stronę dłoni, po raz kolejny się odezwała.

Bądź ze mną zawsze, bo nic i nikt już nigdy mnie tak jak ty nie zachwyci...

Newsletter

Bądź na bieżąco
– Zapisz się na Newsletter!

FacebookInstagram
© 2020 Magdalena Ojrzyńska. Wszelkie prawa zastrzeżone.