Nieoczywista II

Nieoczywista II

Na polanie panował półmrok, oświetlany jedynie ostatnimi promieniami odchodzącego słońca. Patrzyła na niego, stojącego naprzeciwko, swojego przyjaciela. On również jej się przyglądał. Z trudem łapała powietrze. Drżała cała tak nieodporna na jego wzrok, na niego całego. Nieodporna na wzbierające w niej napięcie. Czas pomiędzy nimi na moment zatrzymał się w sekundzie, a sekunda zatrzymała się w czasie. Po chwili, która zdawał się trwać wieczność, to on podszedł do niej. Dotknął jej dłoni, powodując, że nogi się pod nią ugięły. Spojrzała w jego brązowe oczy. Tak magnetyczne, hipnotyzujące wręcz. Zupełnie jakby należały do pozaziemskiej istoty. Dostrzegła w nich żar, tłumione emocje i budzący się gwałtownie ogień. W tym momencie, jak nigdy wcześniej, poczuła go całą sobą. Przez jej ciało przeszła burza. Niewidoczna, zimna, lecz tak silna, że aż nią wstrząsnęła. Zachwiała się, ale on złapał ją i przytrzymał w swoich objęciach. Przytuliła się do niego mocno. Położyła głowę na jego klatce, pragnąc wtulić się w niego całą sobą. Tak bardzo potrzebowała czuć się bezpieczna. Tak bardzo chciała być silna, oprzeć się pragnieniu, przezwyciężyć samą siebie. Bo wiedziała, że za chwilę ten spacer się skończy. Że tuż obok czeka rzeczywistość, która nie ma dla nich miejsca. Pomimo że nie wypowiedziała na głos żadnych słów, on ją zrozumiał i przytulił mocniej. Przymknął powieki. Przywarł ustami do jej kasztanowych włosów, chłonął ich jaśminowy zapach...

Po jej twarzy popłynęły łzy. Tak pragnęła je przed nim ukryć. Chciała, żeby stały się niewidoczne, żeby zniknęły. Tak, jakby nigdy nie miały miejsca. Podobnie jak jej smutek. Jakby nigdy nie żałowała tego, co nie mogło się przecież wydarzyć. Na co nie było miejsca w ich rzeczywistości. W momencie, w którym kolejna srebrna kropla opuściła jej policzek i dotknęła jego ciała, uniósł jej twarz ku swojej. Dotknął dłońmi, delikatnym ruchem otarł spływające po niej cierpienie. Spojrzał na nią. Przypatrywał jej się dłuższą chwilę. Czuła na sobie jego przeszywające spojrzenie. Nie możemy – wyszeptała w momencie, w którym on przytknął palec do jej ust. Cii. Nie wiem, co możemy, a czego nie - odezwał się. Ale wiem, że jeśli teraz nie zrobię, tego, co zaraz zrobię, będę tej straconej chwili żałował. Już zawsze. Zamilkł i spojrzał na nią, mając nadzieję, że nie zaprotestuje. Stała tuż przed nim. Tak słaba, tak bezbronna, jego woli poddana. Osłabiona przez niedawną burzę i strach. Może Ci się to podobać albo nie – ponownie dotknął jej twarzy. - Ale ja chcę zabrać z ciebie całą tę energię. Chcę ściągnąć ją z każdego miejsca, w którym się ona gromadzi. - Powędrował opuszkami palców w kierunku jej wilgotnych od łez oczu. - Z oczu chcę zabrać twój smutek. Z serca, twój strach. Z ciała, chcę zebrać twoje pragnienie. Z umysłu, wątpliwość. Patrzył na nią, tak słabą, tak kruchą i delikatną. Swoją najlepszą przyjaciółkę.

  • Chcę cię całą, taką, jaką jesteś. Teraz, tutaj, wszędzie i już na zawsze. Ciebie tylko chcę. - ujął jej twarz w swoje dłonie. - Czy ci się to podoba, czy nie.

Nie odezwała się i nie zaprotestowała, w momencie, w którym przywarł do jej ust, swoimi spragnionymi pocałunków ustami. Wtedy pierwszy raz tak bardzo poczuła, jakim gorącem potrafi palić, krążąca w żyłach krew.  Świat dla niej zawirował, poddała się tej chwili, bez chwili wahania. Czuła na sobie miękkość jego warg. Jego wzbierającą siłę, całą jego namiętność. Całował ją delikatnie, czule, a po chwili już tak żarliwie. Scałowywał z jej oczu niedawne łzy. Całował każdy fragment jej twarzy. Gładził jej włosy, dotykał szyi, wędrował dotykiem po ramionach. Ich usta spajały się w pocałunkach, tak tęsknych, jakby przez wieki wyczekiwanych. Cała drżała, ukryta w jego ramionach, tak spragniona jego dotyku. Odsunęła się na moment i spojrzała mu w oczy.  Patrzył na nią tym swoim wzrokiem, na który zupełnie nie była odporna. Pierwszy raz dostrzegła, że on też się boi. Stoi wobec niej tak bezbronny. 

Oddychał szybko, jego serce kołatało w piersi. Pomimo że wzbraniał się przed tym tyle czasu, odezwał się. Po raz pierwszy tak naprawdę obnażając przed nią swoje emocje.  Nie potrafię powiedzieć, co do ciebie czuję. - zawahał się. - Nie znajduję słów, aby to wyrazić. - zamilkł na moment. - Nie potrafię za tobą nie tęsknić. Każda chwila bez ciebie jest dla mnie jak stracony sen. Tęsknota za tobą boli mnie tak bardzo, a myśl, że ty nie czujesz tak samo. - urwał. Zaczerpnął głęboko powietrza i po chwili wypuścił je w kierunku gwiazd.  - Nie wiem, czy w życiu kochać naprawdę można tylko jedną osobę. Nie wiem tego, nawet w to nie wierzę. - zacisnął pięść. - Ale wiem. - odezwał się po chwili. - Że już nigdy nie będę potrafił ciebie nie kochać. Nigdy. Choćby nawet na przekór tej rzeczywistości. 

Milczał i patrzył na nią, swoją najlepszą przyjaciółkę. On, pierwszy raz tak bezbronny i z uczuć obnażony.   Chłonęła każde jego słowo, cała drżała. Nie odezwała się jednak, po jej twarzy zaczęły spływać nowe łzy. Przygryzła wargi. Wiedziała, że nie ma dla nich ratunku. Że ognia między nimi nie da się zatrzymać. Płomienie, które paliły ich serca i ciała, stały się nie do opanowania. Tłumione zbyt długo, wreszcie uwolnione, zaczęły buchać gwałtownie. Topiły wszelkie lody i opory, które stały im na drodze, po to, aby połączyć się w jeden, ich wspólny ogień. Odchyliła głowę, a on przywarł ustami do jej szyi. Wplątała dłonie w jego włosy, złapała je kurczowo i wyszeptała - tak bardzo.

Nawet nie zorientowała się, w której chwili zdarł z niej bluzę i koszulkę, pod którą nic nie miała. Patrzyła na nią, wędrował wzrokiem po jej oświetlonym światłem wieczoru ciele. Ona także mu się przyglądała. Przygryzła wargi, a zaraz potem pocałowała go w usta. Rozebrała go powoli. Wędrowała dłońmi po jego ciele. Po pięknie rzeźbionym torsie, silnych ramionach. Spletli swoje dłonie i przywarli do siebie gorącymi ciałami. Całowali się namiętnie, głęboko. Po chwili on zaczął pieścić ją swoim dotykiem. Gładził jej delikatną skórę, całował ręce, obojczyk, powędrował pocałunkami w kierunku jej piersi. Uniósł wzrok ku górze i spojrzał w jej półprzytomne oczy. Jęknęła cicho w momencie, w którym zaczął je całować. Czuł jak pod wpływem tych pieszczot, stają się bardziej pełne, jeszcze bardziej spragnione jego dotyku. Tak bardzo jej pragnął, a ona pragnęła jego. Dla tego ognia nie było już ratunku. Palił się żarliwie, zdzierając z nich resztki ubrań. Obnażając ich wobec siebie bezsilność. Wyprostował się, wziął ją w ramiona, położył na trawie. Unoszeni energią bijącą od ziemi, przywarli do siebie, skąpanymi w świetle mroku ciałami. W chwili, w której powędrował dłońmi w kierunku jej ud, jęknęła głośno. Rozchyliła je i pozwoliła mu poczuć, jak bardzo jest na niego gotowa. Ponownie wyszeptała - tak bardzo. A potem już nic nie powiedziała, bo świat dla nich zawirował w chwili, w której połączyli się w jedno.

Newsletter

Bądź na bieżąco
– Zapisz się na Newsletter!

FacebookInstagram
© 2020 Magdalena Ojrzyńska. Wszelkie prawa zastrzeżone.