Nieoczywista

Nieoczywista

Na polanie nie było nikogo. Zabawa dawno się skończyła, wszyscy rozeszli się do swoich namiotów. Noc na dobre rozpostarła nad światem swoje czarne skrzydła. Jedynie przytwierdzone do nich nieliczne gwiazdy, rozświetlały pogrążoną w ciszy ciemność. Tylko ona nie spała. Siedziała na pieńku obok paleniska i rozgrzebywała patykiem dogasający żar. W głowie plątały jej się myśli. Kolejna już noc miała być niespokojna. Przepełniona niezrozumiałymi widokami. Jak to możliwe, żeby aż tak... Przebiegło jej po głowie dokładnie w momencie, w którym niespodziewany głos zmącił panującą wokół ciszę. Zdziwiona bardzo? - odezwał się i spojrzał na nią wzrokiem wyłaniającym się z ciemności. - Widzisz, nie tylko ty masz kłopoty ze snem – zażartował, nim usiadł obok. Przesunęła się, aby zrobić mu więcej miejsca. Po jej ciele przebiegł dreszcz, a twarz oblała się rumieńcem, który ukrył się pod osłoną nocy. Dlaczego nie spisz? - odezwała się cicho, z nadzieją, że to ona jest powodem. A tak jakoś. - odpowiedział i wrzucił kawałek kory do stygnącego żaru. Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Wreszcie to on się odezwał. Chcesz iść na spacer. Zaskoczona spojrzała na niego, swojego dobrego przyjaciela. No chodź, coś ci pokażę. Nie boisz się chyba? - wstał i wyciągnął dłoń w jej kierunku. Zawahała się i spojrzała w stronę jednego z uśpionych namiotów, ale już po chwili podała mu rękę. Czuła wędrujące po ciele dreszcze. Nie była pewna czy to strach, czy ekscytacja. Czy może jeszcze inne emocje, których nazwać nie umiała? A może to noc i wiejący wiatr. Albo to wszystko razem się w niej zmieszało.

Nawet nie zorientowała się, w jaki sposób znaleźli się w tym pięknym miejscu. Magicznym, tak do otoczenia niepasującym. Zupełnie jakby przenieśli się tam niesieni na skrzydłach wiatru. A przecież doskonale wiedziała, że chwilę wcześniej to na ramieniu przyjaciela opierała się, aby nie zgubić kroków w ciemności. Stanęła na środku ogrodu. Była tym miejscem zachwycona. Stary, jakby zatrzymany w czasie, skąpany był w blasku gwiazd. Choć uśpiony, to tak pełen wyczuwalnej energii. Drzewa, niczym mityczni strażnicy, szumiały cicho. Kwiaty nieruchome i ubrane w kolory nocy, zdawały się obsypane złotym pyłem. Spojrzała w niebo. Ponad jej głową poruszał się wszechświat, tak gęsto usłany gwiazdami. Przypatrywała się im z zachwytem, a one migały do niej jeszcze wyraźniej. Aż wreszcie zaczęły spadać w ich kierunku, zostawiając za sobą ulotne złote smugi. Była tym zachwycona. Spojrzała na niego, stojącego w pobliżu - swojego przyjaciela. Wyglądał tak pięknie pogrążony w mroku zmieszanym z blaskiem spadających gwiazd. On również jej się przyglądał. Z trudem łapała powietrze. Stali tak nie wypowiadając słów. Wokół nich wirował złoty pył. Po chwili to on podszedł do niej. Dotknął jej dłoni, powodując, że nogi się pod nią ugięły. Popatrzyła w jego oczy. Poczuła go całym sobą. Jego wzbierające emocje i budzący się gwałtownie ogień. Przez jej ciało przeszła burza, niewidoczna, zimna, lecz tak silna, że aż nią zachwiała. Złapał ją i podtrzymał na swoim silnym ramieniu. Spojrzeli na siebie tak bardzo, a ona przytuliła się do niego mocno. Położyła głowę na ramieniu przyjaciela, chcąc wtulić się w niego całą sobą. Tak bardzo potrzebowała czuć się w tym momencie bezpiecznie. Musiała być silna, musiała zwalczyć swoją burzę. Musiała oprzeć się pragnieniu, przezwyciężyć samą siebie. Bo wiedziała, że za chwilę ten spacer się skończy. Że na polanie czeka na nich inna rzeczywistość. Pomimo że chciała więcej, wiedziała, że tylko tyle może mu podarować. Że tylko w ten sposób może z nim być. Że od niego również nie może więcej wymagać. On to zrozumiał i przytulił ją mocno. Przywarł ustami do jej włosów, pocałował je delikatnie, chłonął ich jaśminowy zapach. Przymknął powieki. Nim jeszcze wrócili na polanę, podarował jej kwiat. Jedyny, pierwszy i taki, który miał się jej kojarzyć z nimi na zawsze. Przytuliła delikatną gałązkę do serca. Wydała jej się w tym momencie tak wyjątkowa, pachniała jak słodki groszek. Spojrzała w oczy swojego przyjaciela. Na zawsze – wyszeptała, nim ponownie złapała go za rękę.

W głowie jej się kręciło, zupełnie jakby nie spała od wielu nocy. Tak ciężko było jej się obudzić z tego snu. Dźwięk natrętnego dzwonka mocno świdrował w jej umyśle. Z trudem podniosła się z łóżka, podeszła do drzwi. Przekręciła zamek. Jej siostra wpadła do mieszkania z impetem. Dzwonię i dzwonię. Ile można na ciebie czekać. I ty jeszcze nie gotowa, przecież zaraz jedziemy. Spakowałaś się chociaż? Mam dla ciebie śpiwór... Siostra wyrzucała z siebie natrętne słowa, ale ona nie słyszała ich wcale. Spoglądała tylko na stojącego w progu przyjaciela. Tak bardzo chciała wrócić z nim do swojego snu. Do historii, która nigdy się przecież nie wydarzyła. No cześć Agnieszka. Spojrzała wreszcie w stronę kobiety. No cześć. odpowiedziała jej siostra. Zbierasz się czy co robisz? A w ogóle to spójrz. Agnieszka aż zaszczebiotała i uśmiechnęła się do stojącego przy drzwiach mężczyzny. Spójrz. Jaki mi piękny kwiat mój narzeczony podarował. Nie mogłam się powstrzymać, żeby ci go nie pokazać. Wyobrażasz sobie, że sam go dla mnie wyłowił ze stawu. To jak z filmu jest, takie romantyczne! Przez jej ciało przeszedł dreszcz. Spojrzała na tkwiącą w ręce siostry piękną lilię. Uśmiechnęła się i westchnęła cicho. Doskonała - odezwała się drżącym głosem. Wiesz co, przepraszam was bardzo, ale ja jednak nie pojadę - dodała po chwili. Nie najlepiej się dzisiaj czuję, chyba się czymś zatrułam. Co ty mówisz. siostra spojrzała na nią zaskoczona. Podobnie jak stojący przy ścianie jej najlepszy przyjaciel. Przepraszam was raz jeszcze. Gdybym wiedziała wcześniej, że ta noc będzie dla mnie tak ciężka - urwała. Bawcie się dobrze, podeszła i pocałowała siostrę w policzek. Spojrzała na swojego przyjaciela i uśmiechnęła się do niego smutno. Ostatni raz tak bardzo, tak bardzo, pomyślała. Chwilę potem pożegnała się z Agnieszką i jej narzeczonym. W momencie, w którym zamknęła za nimi drzwi, po jej twarzy pociekły łzy. Ostatnie już, pomyślała. Ostatnie za tobą, bo najwyższa pora obudzić się z niemożliwego snu. Podeszła do stołu i wyciągnęła z flakonika wsadzoną tam gałązkę kwitnącego groszku, tą którą sama sobie zerwała. Przypatrzyła się jej. Tak niepozornej. Zaśmiała się sama do siebie. Wzięła leżącą na stole książkę i wsadziła gałązkę pomiędzy przypadkowe strony. Zasuszę cię. Bo jesteś niezwykła, wyjątkowa. Nieoczywista, ale tak ważna. Bo już zawsze będziesz przypominać o tym, że czasem się tylko wydaje. Że czasem się tylko śni. Że choć chciałoby się być czyimś lotosem, jest się tylko groszkiem. Miłym, uroczym i przyjacielskim. Ale wciąż tylko groszkiem na tle jedynej lilii.

Newsletter

Bądź na bieżąco
– Zapisz się na Newsletter!

FacebookInstagram
© 2020 Magdalena Ojrzyńska. Wszelkie prawa zastrzeżone.