Niebo z marzeń utkane.

Niebo z marzeń utkane.

Ostatnio „kosmos” siedzi mi w głowie, dlatego poświęcę tej myśli odrobinę miejsca.

Jako dziewczynka marzyłam, żeby zostać astronautką. Wizja obserwowania Ziemi z orbity, wpatrywania się w przestrzeń wszechświata przez okienko kosmicznego statku, brzmiała dla mnie jak spełnienie jednego z najskrytszych marzeń. Nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, z czym to się je, ale takie właśnie miałam pragnienie.

Mój regał wypełniała kolekcja książek na temat planet naszego układu słonecznego. No i oczywiście samej gwiazdy, wokół której wszystko się kręci. Pamiętam, jak z zamiłowaniem wertowałam pięknie ilustrowane kartki. Strona po stronie przewracałam je, dotykałam, wpatrywałam się w kolorowe obrazy, wczytywałam w treść. Uczyłam tylu faktów na pamięć. Wydawało mi się wtedy, że strasznie już jestem mądra, bo przecież wiem, ile Saturn ma pierścieni, Jowisz księżyców i, że Pluton to tak naprawdę lodowa kula. W duchu powtarzałam sobie, że podobnie jak Armstrong ja też kiedyś stanę na Księżycu. Ba, ja to nawet wyląduję na Marsie...

Jak nie trudno się domyślić, astronautką nie zostałam. I nie dlatego, że z fizyką było mi tylko dobrze. Myślę, że również dlatego, że nauczycielka nie zauważyła moich ponadprzeciętnych predyspozycji, zwłaszcza w obszarze fantazjowania. Ale żeby nie było, o Marsie nadal myślę z rozrzewnieniem i zawsze uśmiecham się do niego, kiedy tylko widzę na sklepowej półce. To tyle na temat mojego doświadczenia z kosmosem.

Pomimo że ostatecznie dziecięce pragnienia na rozmyślaniu się skończyły, to głębokie zamiłowanie do obserwacji nieba i gwiazd pozostało.

A więc od zawsze uwielbiam wpatrywać się w nocne niebo. Wędrować wzrokiem w kierunku gwiazd. Przypatrywać się twarzy Księżyca. W wyobraźni wędrować pomiędzy konstelacjami. Zamykać oczy i wyobrażać sobie, że gdzieś tam unoszę się w kosmosie i widzę Ziemię z zupełnie innej perspektywy. Po dziś dzień kocham oddychać głęboko nocnym powietrzem, czuć przestrzeń i ten ogrom nad sobą. Czuję się przy tym tak maleńka i tak wielka równocześnie. Widok nocnego nieba mnie inspiruje, uspakaja. Pobudza moją wyobraźnię, która szybuje w stronę nieskończoności. Sięga kosmosu, spotyka się gdzieś w połowie drogi z dziecięcymi marzeniami. I czasami jak wracam już z tych moich kosmicznych podróży, to nachodzi mnie refleksja. Czy przysłowiowe „Sky is the limit” to rzeczywiście limit? A może limitem jest właśnie wspomniana wyobraźnia. Strach i wątpliwości, po których przekroczeniu, skrywa się nie tylko pozbawione barier niebo, ale i cały wszechświat. Wszechświat, w którym dziecięce, i nie tylko, marzenia się spełniają.

Newsletter

Bądź na bieżąco
– Zapisz się na Newsletter!

FacebookInstagram
© 2020 Magdalena Ojrzyńska. Wszelkie prawa zastrzeżone.