Chodź, opowiem Ci bajkę - Mądrość dziadka.

Chodź, opowiem Ci bajkę - Mądrość dziadka.

Mężczyzna wyłączył telewizor, w którym z przyklejonym do twarzy uśmiechem, spiker przedstawiał kolejną tego dnia, odpowiednio odmierzoną porcję poprawnych wiadomości. Odłożył pilota na stolik, tuż obok kubka z niedopitą, zimną herbatą. Odezwał się do chłopca, który chwilę wcześniej wbiegł do pokoju. – O jesteś już. To dobrze. Choć, usiądź. Opowiadaj. Jak było w szkole? Dobrze odrobiliśmy to wczorajsze zadanie z matematyki? – zapytał. – Widzę, że babcia poczęstowała Cię już podwieczorkiem. – uśmiechnął się, przyglądając umorusanej twarzy wnuka. – To co, gotowy na dzisiejszą opowieść? Chłopiec kiwnął głową. – Wiesz mój chłopcze. – dziadek odezwał się. – Tak sobie pomyślałem, że może dzisiaj wyjątkowo nie opowiem Ci bajki. – przyjrzał się chłopcu. Jasne, sięgające ramion włoski, mieniły się blaskiem od promieni słonecznych, które wpadały przez uchylone okno. Buzia była umorusana od nadzienia, które wyciekło ze zjedzonej wcześniej jagodzianki. Niebieskie oczy, osadzone pod delikatnie zaznaczoną linią brwi, spoglądały na dziadka ufnie. – Dziś nie opowiem ci bajki. – dziadek powtórzył i nachylił się w stronę wnuka. Wierzchem dłoni wytarł przyklejony do dziecięcego policzka zaschły dżem. – Nie opowiem Ci bajki, bo chciałbym powiedzieć Ci coś ważniejszego. Coś, czego sam nie wiedziałem, kiedy byłem w Twoim wieku. Nie rozumiałem, kiedy stałem się dorosłym mężczyzną. A teraz, kiedy jestem już stary. – mężczyzna potarł ręką spuchnięte kolano, które tego dnia doskwierało mu wyjątkowo mocno. – To jedyne co mogę zrobić, to przekazać Ci wiedzę, którą teraz posiadam. Chłopczyk nie odezwał się. Minę miał zaciekawioną. Choć bardzo lubił kiedy, każdego dnia po szkole, dziadek opowiadał mu bajki, nie zasmucił się na wieść, że tego dnia żadnej nie usłyszy. Uśmiechnął się tylko i nadstawił uszu. Dziadek potarmosił wnuka po potarganych włosach. – Pomimo że wciąż jesteś mały i być może niewiele z tego teraz zrozumiesz. – mężczyzna zamyślił się i wzrokiem powędrował w kierunku szyby. Wpadające przez okno słońce, oślepiło go. Zmrużył oczy. – Nawet jeśli tego teraz nie zrozumiesz, to chciałbym, abyś te słowa zapamiętał. W odpowiednim czasie powrócił do nich w pamięci. I wtedy. - zamilkł na moment. – Wtedy, kiedy mnie już nie będzie przy tobie, przypomniał sobie naszą dzisiejszą rozmowę. Wtedy zrozumiesz. Wówczas poczujesz, jakbym to ja stał obok ciebie i ponownie mówił to, co teraz chcę ci powiedzieć. – dziadek przyjrzał się chłopcu, zastanawiając czy dziecko odnajdzie w jego słowach jakikolwiek sens. Czy te słowa zapamięta, czy nie za wcześnie dla niego, aby je usłyszał? Westchnął cicho. Splótł dłonie o siebie i przywarł do nich czołem. Kciukami rozmasował biegnącą wzdłuż czoła głęboką bruzdę. Po chwili się odezwał. – Czasami, kiedy jesteśmy już dorośli, ale wciąż jeszcze młodzi. Tak, jak twój tato, czy twoja mama teraz. Nie dostrzegamy pewnych rzeczy. Nie zastanawiamy się nad nimi, a może po prostu ich widzieć nie chcemy. Nie mamy czasu. – mężczyzna spojrzał na swoje dłonie. Mocno spracowane, pomarszczone, ze zgrubiałymi stawami, szorstką skórą i pokryte starczymi plamami. – Mamy za dużo na głowie. Wiecznie się spieszymy. Musimy dużo pracować, zarabiać pieniądze. Wypełniać obowiązki, których tylko przybywa. Wydaje nam się wtedy, że na wszystko mamy czas. Wszystko jeszcze przed nami, wszystko możemy przeżyć. Co mniej ważne odłożyć, za jakiś czas nadrobić. Że zdążymy przecież odwiedzić chorą mamę, pogodzić się z bratem, którego przez lata nie widzieliśmy. I wreszcie. – mężczyzna nabrał głęboko do płuc powietrza. – Powiedzieć żonie szczere i bezinteresowne dziękuję, kocham Cię. – przymknął powieki. W ich kącikach zgromadziły się łzy, które otarł szybko wierzchem szorstkiej dłoni. – Mówię Ci to wszystko. – popatrzył na chłopca. – Bo kiedy Twój tato był w wieku, jak Ty teraz. – nachylił się bliżej wnuka. – To wtedy mu tego nie powiedziałem. – machnął ręka, pokiwał głową i ponownie zwrócił twarz w stronę okna. Choć promienie słoneczne i tym razem go oślepiły, pozwolił im przez chwilę wędrować po swojej twarzy. – Pracowałem tylko. Pracowałem ponad siły. Prawie nie bywałem w domu, a jak już do niego wracałem, to byłem zbyt zmęczony, żeby. – zamilkł, by rozmasować zgrubiałymi palcami bolące go przeguby. – Byłem zbyt zmęczony, żeby bawić się z synem, żeby wziąć córkę na kolana. Żeby opowiedzieć dzieciom bajkę i wziąć je na długi spacer. Nie miałem czasu, żeby podziękować żonie za jagodzianki i żeby bez pośpiechu delektować się ich cudownym smakiem i zapachem. Twój tato i jego siostra zawsze na wakacje jeździli sami. Z babcią tylko, bo ja latem miałem przecież najwięcej roboty. – powędrował gdzieś myślami w pamięci. – Zawsze miałem dużo pracy, za dużo. Nigdy za to nie miałem na nic czasu. A nawet jak go miałem to i tak nie umiałem cieszyć się tą wolną chwilą. Trzeba było iść do kościoła, odwiedzić sąsiadów, dbać o relacje, które nic nie wnosiły, ale dbać o nie wypadało. Pomimo że byłem głową rodziny. – wnuczek zmarszczył się na słowa dziadka, nie rozumiejąc ich. Dziadek uśmiechnął się. – Byłem ojcem i mężem. – powiedział prościej. – To tak naprawdę byłem obok mojej rodziny. Nie umiałem jej oddać siebie. Uważałem, że najważniejsze jest to, że zapewniam jej byt. Że tak być musi i tyle właśnie wystarczy. Za to powinni być wdzięczni. A wszystko inne. – dziadek machnął ręką. – Zresztą wielu tak robiło. To normalne, tak mówili. Wiesz. – zamyślił się. – Zawsze chciałem jechać w strony rodziców. Zobaczyć gdzie się urodzili, poznać miejsce, gdzie się wychowali. Chciałem też wziąć babcię i pojechać z nią w Bieszczady. Zobaczyć Połoniny. – mężczyzna rozmarzył się. – Ale najpierw brakowało pieniędzy, potem czasu. A później zwyczajnie się nie chciało, aż wreszcie zdrowia mi zabrakło. Przynajmniej tyle, że wreszcie po wielu latach podziękowałem babci za te jagodzianki. – uśmiechnął się do swoich myśli. – I za ten cały czas spędzony ze mną, za wyrozumiałość. Za to, że utrzymała ten dom w kupie, że czyniła go pięknym, choć była w tym wszystkim zupełnie sama. – pokręcił głową. – A powiedz mi mój chłopcze. – dziadek zmienił temat. – Myślałeś już, kim chciałbyś być kiedy dorośniesz? – zapytał wnuka. – Co chciałbyś robić? Co sprawiałoby ci największą przyjemność? – Astronautą, tak. – powtórzył z namysłem za chłopcem. Pokiwał głową. – To nim bądź. I jeśli za rok, za dwa, za dziesięć lat, nadal będziesz chciał być astronautą, to nim zostań. Nawet jeśli inni powiedzą ci, że to marzenie jest z kosmosu. Wcale nie musisz iść w ślady ojca i zostać księgowym. – dodał z przekonaniem. – Zrób wszystko, aby być tym, kim chcesz. I pamiętaj, że wtedy ja będę z Ciebie naprawdę dumny. Wtedy kiedy ty będziesz prawdziwym sobą. O, chyba musimy już kończyć, bo rodzice po Ciebie przyjechali. – dziadek powędrował wzrokiem w stronę drzwi, zza których wyłoniła się szara i zmęczona twarz jego syna. Zanim jeszcze wnuczek wstał z krzesła, aby przywitać się z ojcem, dziadek zatrzymał go ręką i odezwał się. – I pamiętaj, aby zawsze mieć czas. Dla żony, dla dzieci, dla siebie. Żeby doceniać smak jagodzianki, świeżego chleba, wypitej bez pośpiechu kawy. Żeby nie rezygnować ze swoich marzeń. Jego syn, słysząc te słowa, machnął tylko ręką. – Choć już, jedziemy do domu. Mama w samochodzie czeka. Pożegnaj się szybko z dziadkiem i leć, daj buziaka babci. I biegiem, biegiem zbieraj swoje rzeczy, bo mam jeszcze dużo pracy w domu. – ojciec pospieszył syna. Chłopiec pożegnał się z dziadkiem, przytulił go mocno. Po chwili podszedł do ojca, który tylko machnięciem ręki pożegnał się ze swoim.

Była sobota. Jego pierwsza wolna od kilku już tygodni. Piękne, słoneczne przedpołudnie, które postanowił spędzić z synem. Mężczyzna i chłopiec stali obok siebie w milczeniu. Wokół nie było nikogo. Nagle świdrujący dźwięk dzwonka zmącił unoszącą się w powietrzu ciszę. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni kurtki telefon. Spojrzał na numer, który się wyświetlił. To z pracy dzwonili. Stojący obok chłopiec popatrzył na ojca. Strach przebiegł po jego twarzy. Bał się tego dzwonka. Przeczuwał, co on oznacza. Że i tej soboty nie pójdą z ojcem pograć w piłkę, że znowu tacie wypadło coś pilnego w pracy i nie będzie miał dla niego czasu. Ojciec popatrzył na synka i dostrzegł niepokój rysujący się na jego twarzy. Wolno powiódł wzrokiem na ciągle dzwoniący telefon. Głośny dźwięk świdrował mu w głowie. Zaczerpnął głęboko ciepłe, przedpołudniowe powietrze. Spojrzał przed siebie. Przeżegnał się. W chwili, w której kciukiem prawej ręki dotknął czerwonej słuchawki, poczuł jakby mocna, niewidzialna dłoń dotknęła jego ramienia. Spokój zapanował w jego duszy. Jutro też jest dzień, a potem kolejny. Pomyślał. Ale dzisiaj jest dzisiaj. A dzisiaj zaplanowałem, że gram z synem w piłkę. Bez względu na wszystko. Przymknął oczy. Uśmiechnął się do swoich wspomnień, wziął syna za rękę i ścisnął mocno. Wolnym krokiem ruszył w stronę samochodu, pozostawiając za plecami grób swojego dziadka.

Chcesz się ze mną skontaktować.
Napisz wiadomość na facebooku.

InstagramFacebook
© 2019 THE MEG Wszelkie prawa zastrzeżone.
Polityka Prywatności