To, co w nas gra. Czyli być radosnym dzieckiem na zawsze.

To, co w nas gra. Czyli być radosnym dzieckiem na zawsze.

Może a może jednak nie. Nie, zdecydowanie jednak tak. Czasami tuż pod powierzchnią. Innym razem zamknięte w szczelnej skorupie. Ale gdzieś tam jest. Gdzieś tam się chowa. Gdzieś tam się nieśmiało odzywa. Dziecko w nas. Nasza wewnętrzna potrzeba radości, ciepła, uśmiechu. Wypatrująca szczęścia w drobiazgach, dostrzegająca dobro w drugim człowieku i z sercem pełnym nadziei goniąca za marzeniami.

Pamiętam, jak jako nastolatka uwielbiałam spontaniczną radość w sobie. Uwielbiałam latem wracać boso ze szkoły, tańczyć w strugach ciepłego deszczu, obserwować błyskawice. Lubiłam szabrować na polu kukurydzy, zrywać na łące kwiatki, wspinać się na najwyższe drzewa. Lubiłam rozmawiać z ludźmi, uśmiechać się do nich i pomagać im bezinteresownie. Nieświadomie cieszyłam się każdym momentem, doceniałam każdą chwilę, każdą drobną przyjemność. Nie myślałam wtedy o tym, co inni powiedzą, bo przecież nie robiłam nic złego. Ja po prostu się cieszyłam. Co ciekawe, wszystko to dostrzegłam i zrozumiałam dopiero z perspektywy dorosłego. Dopiero z dystansu zobaczyłam, ile w tym wszystkim było szczęścia. Ile było beztroski, ile było cieszenia się malutkimi rzeczami. Ile było nietypowej dla wieku mądrości, choć z mądrości tej zupełnie sobie sprawy nie zdawałam. Pamiętam też jeden szczególny moment w tej beztrosce. Pamiętam, jak pewnego wieczoru wracałam do domu w towarzystwie dwóch dobrych koleżanek. Był ciepły wieczór, początek wakacji. Oprócz nas na ulicy nie było wtedy nikogo. Miałam dobry humor, rozmawiałyśmy o czymś przyjemnym. A ja zupełnie spontanicznie zaczęłam tańczyć, albo raczej iść tanecznym krokiem w kierunku domów. I wtedy, kiedy ja całą sobą chłonęłam ciepły podmuch wiatru, jedna z moich koleżanek się zatrzymała. Zawołała do mnie i karcącym głosem odezwała się. Przestań, co ty robisz. Ludzie zobaczą i co sobie o nas pomyślą. Że pijane wracamy!? Powiedziała głośniej. A ja wtedy nie odezwałam się, zatrzymałam tylko i spuściłam głowę. Co sobie ludzie pomyślą, powiedziałam w myślach do siebie. I przestałam tańczyć.

Dlaczego to wspominam, dlaczego to tak dobrze pamiętam? Bo niedługo potem nawet nie zauważyłam kiedy, wszystko odeszło. Ta spontaniczna radość i beztroska zniknęły na długie lata. Za to w ich miejsce na stałe pojawiło się: Najpierw, co ludzie powiedzą. Później, to nie wypada. Do tego doszło, nie mam na nic czasu. Najpierw obowiązki. Tyle jeszcze do zrobienia. I tak dalej, i tak dalej można mnożyć. Moją przestrzeń wypełniły studia, praca, codzienne obowiązki, stres, zobowiązania i opinie innych. Wewnętrzna radość została stłamszona gdzieś po drodze. Zapomniałam o codziennym uśmiechu, o chwili nic nierobienia. Zapomniałam o luksusie bycia miłą sama dla siebie. Zapomniałam o okazywaniu sobie samej miłości. Takiej szczerej, dobrej dla mnie i według mojego tylko pomysłu. Troszcząc się o wszystko dookoła, zapomniałam się o siebie zatroszczyć.

Na szczęście moje wewnętrzne dziecko postanowiło samo się odezwać. Trochę mu to zajęło, ale wreszcie po kilku latach, niepytane zupełnie o zdanie, postanowiło wykluć się ze skorupy. Zupełnie jak kurczak wykluwa się z jajka. I o dziwo, w momencie, w którym dopuściłam siebie samą do głosu. Kiedy postanowiłam być, a nie tylko mieć. Kiedy przestało mi zależeć na tym, aby być kimś w oczach innych. Wtedy dopiero na powrót obudziłam radość w sobie. Zaczęłam się częściej uśmiechać, wreszcie znalazłam przestrzeń dla siebie. Swoją i taką, w której ja czuję się dobrze. Wreszcie usłyszałam wyraźnie co we mnie gra i postanowiłam być szczęśliwym dzieckiem na zawsze.

Dlatego niezależnie od okoliczności, w jakich się znajdujemy. Obowiązków, którymi jesteśmy obarczeni, warto pozwolić sobie na choćby chwilową radość i beztroskę. Warto.

Bawić się. Bo przecież nikt nie zabronił dorosłym huśtać się na huśtawce. Śmiać się. Bo śmiech to najlepsza terapia na szczęście. Spotykać się ze znajomymi. Prasowanie i mycie okien nie zając, jeśli odpuścimy sobie jedno popołudnie w ich towarzystwie, na pewno nie uciekną. Poprosić męża do tańca. Co z tego, że nie gra muzyka. Najważniejsze, że my ją słyszymy. Marzyć, rozwijać się i fantazjować. Szukać niezwykłości w zwyczajnych rzeczach. Uczynić swoją codzienność bardziej kolorową.

Dlatego właśnie, jeśli tylko tego chcesz, to dotknij bosą stopą trawy. Zrób razem ze swoim dzieckiem fikołka. Zaśpiewaj na cały głos na balkonie. A jak sąsiedzi nakrzyczą, że za głośno śpiewasz, uśmiechnij się tylko i powiedz, że zaraz ściszysz.

Chcesz się ze mną skontaktować.
Napisz wiadomość na facebooku.

InstagramFacebook
© 2019 THE MEG Wszelkie prawa zastrzeżone.
Polityka Prywatności